Płyniemy dalej
— 24 października 2017Ruszamy z Soczewki. Wypływamy z zatoczki w poszukiwaniu noclegu. Po drodze znowu mijamy śnieżnobiałe łabędzie i perkozy z zadziornymi czubkami. Rozbijamy się niemal na końcu półwyspu. Przy brzegu mnóstwo pustych muszli po małżach i ślimakach, w słońcu prażą się, dając ostry zapach, który pod wieczór znika. Miejsce niesamowite, ściemnia się, palimy ognisko, czuję coś jakby zmiany elektryczności w atmosferze i zmieniającą się wilgotność powietrza. W nocy nawiedza nas potężna burza, ulewa i wichura. W środku nocy ubieram się i pakuję rzeczy w namiocie, na wypadek, gdyby trzeba było się ewakuować. Słucham, jak huczy woda w Zbiorniku Włocławskim. Czuć niesamowitą energię przyrody. Jednak namiot spisał się tej nocy na medal, a ja wspominam dawne namioty – po dotknięciu od wewnątrz ścianki, niemal natychmiast przeciekały, a nawet „puszczały” strugi wody do środka. Budzi mnie jasny, czysty poranek i poczucie szczęścia wynikającego z doświadczania przyrody i zachodzących w niej zmian. Takie chwile pod gołym niebem mają czar, czar pierwotny. Po śniadaniu spałaszowanym tuż nad wodą płyniemy dalej, przed nami na powalonym pniu w nurcie wody grupka kormoranów suszy skrzydła na wietrze. Ptaki te jako nieliczne ptaki związane z wodą, nie mają tłustej wydzieliny do natłuszczania piór, więc ich upierzenie jest przemakalne. Po nurkowaniu, pływaniu lub deszczu muszą się porządnie wysuszyć, aby pióra mogły pełnić swoje funkcje, przede wszystkim nadawać się do latania.
