Opowieści mieszkańców

Wędrujemy po Rokiciu pełni zachwytu nad krajobrazem. Z okienka w kościółku wychyla się pani. Opowiada, że dziury w cegłach kościoła znajdują się na wysokości człowieka. Mówi, że ludzie rozpalali tutaj ogień, świece – pocierając jakąś rośliną o cegły i wiercąc przy tym dziury. Ta opowieść rozpala naszą wyobraźnię!
Wracając z kościoła poznajemy mieszkańca Rokicia, pana bardziej niż w sile wieku. Pochodzi z rodziny rybackiej. Jego dziadek był rybakiem ze wsi Rokiecie, przed i po wojnie utrzymywał rodzinę z rybołówstwa, a później zrezygnował z rybaczki, ponieważ po wybudowaniu zalewu Wisła stała się brudna, a ryby śmierdziały. Do tego przyczyniła się też Petrochemia Płocka. Pan opowiada, że pływali drewnianymi łodziami niegdyś po pięknej Wiśle, na dziobie łodzi widniała tabliczka z napisem „Rybak Spółdzielni Rybackiej Certa”. Pamięta, jak dziadek uczył go pływać po Wiśle. Teraz ludzi nie mają pojęcia o pływaniu, wyznaje. A jeśli chodzi o Tamę we Włocławki, pan mówi, że to wielki niewypał, zanieczyszczenie Wisły, zalanie pól, wielka strata dla ludzi. O, tutaj gdzie zacumowaliśmy – był sad jabłkowy dziadka, a tam dalej, teraz w wodzie – dziadek miał kępę i krówki na niej wypasał. Było tutaj wiele wysp, mnóstwo ptaków. Ale tama to także niebezpieczeństwo, całkowita porażka – odpowiada za zatory lodowe na Wiśle, grozi katastrofalnymi powodziami. Pan dodaje – oby nie wybudowali kolejnych stopni na Wiśle! Pan mieszka w starej chacie, dom ma 98 lat. Jego wujek dba o kwiaty, z ogrodu uśmiecha się do nas gigantyczny słonecznik. Piękne są te rozmowy z miejscowymi ludźmi. Na pożegnianie pan życzy nam stopy wody pod kilem, ale my przecież nie mamy kila.